W dniach 1-3 sierpień odbył się Konwent Animatsuri w Warszawie. Moje wrażenia z niego są świetne, ale głównie dlatego, że był to mój pierwszy konwent i nie jestem zbyt obiektywnym podlotkiem konwentowicza
Pierwszego dnia byliśmy z M. lekko zestresowani. Staliśmy w kolejce, jak się potem okazało, złej. Złej z tej przyczyny że były dwie, jedna dla ludzi pozbawionych rejestracji ( tak krótka, że to ludzkie pojęcie przechodzi ), a druga dla posiadaczy rezerwacji która wychodziła poza teren szkoły... Rzecz jasna wszyscy ustawiali się w tej z rezerwacjami bo drugiej nie widzieli...
Jakby się zastanowić to bylibyśmy godzinę wcześniej w środku, no i może udałoby się nam jakoś zorganizować dostę
Spotkaliśmy starego znajomego z Tańca na zajęciach z Bu-jutsu i od razu podskoczyła nam adrenalina, zrodziła się chęć mordu i pragnienie świeżej, lekko zdurniałej krwi. Ale sobie polazł i kij mu w oczodół wewnętrznego oka
Niestety nie mogliśmy zostać zbyt długo na konwencie. Trzeba było wracać do M. spakować ją i odwieźć do rodzinki by o 4 mogli wyjechać... Ale bądź co bądź, nakręciliśmy się na stoisko Pea`i (?) (musze pomyśleć jak to się zapisuje żeby było git malina ) Notabene, właśnie dałem jej łocza
Gdy wróciliśmy od razu wzięliśmy się za pakowanie... Osobiście nie lubię jak mi ktoś mówi co mam na siebie włożyć a czego nie... a tym bardziej marudzić mi nad głową co to się nie uważa na temat mojego doboru ubrań na wyjazd... M. to jakoś zniosła... Jestem pełen podziwu.
Po pakowaniu zarzuciłem na siebie ile byłem w stanie udźwignąć i pojechaliśmy w nieznane blokowisko pełne dresiarstwa, meneli i pytań typu "Masz pożyczyć sto złoty na papierosa?" lub "która jest godzina na twoim rolexie ?". Udało się trafić bezpiecznie. Było mi trochu smutno ;/ ale w końcu sobie dziewczyna odpocznie od marudnego, porytego polipa jakim jestem... A może to miał być lancetnik .... hmm... pamięć już nie ta...
Nastę
Potem był obiadek u babci... fajno było, pogadało się i cool. Lody były przyjemną odskocznią od odczuć pogodowych.
Z pełnymi kieszeniami przejechałem się na z powrotem na konwent by zużyć nadmiar gotówki na upatrzone produkty na które stać mnie nie było przed wyjazdem na obiad
I tak się skończył mój konwent, gdyż w niedź od rana do pracy... oczywiści wieczorem się popiło pare bro i jakoś takoś lekki kacyk nad ranem...
Ogólne wrażenia: Bardzo dobre. Było chwilami smętnie i nie miałem do kogo ryja otworzyć, tu dziękuje Pea`i za konwersacje przy rysowaniu, bo bym w końcu zaczął gadać sam do siebie...
Szkoda że Baka i (bodajże) piernik nie są pod koniec września, chętnie bym się przejechał na oba... Myślę, że ekipę by się znalazło sporą ;] i może prawko już by było... maybe maybe ;]...
Tak poza tym to po wywaleniu mnie z polibudy w po pierwszym semestrze znów mogę się szczycić tytułem studenta polibudy... Byle do przyszłego roku.
Osobom które dobrnęły do tego momentu mojego wpisu żurnalowego dziękuje serdecznie, a tym którzy nie doczytali tak dlatego i zrezygnowali chce powiedzieć że zamiast uszu mają zgniłe kartofle
Pozdro all.











--
Fu*k Yaoi... Im so Dark... Im so EMO xO
--
I intend to live forever. So far, so good. -Stephen Wright
--
--
My english is so poor >_<
--
--
Previous Page12345Next Page